Eryczku, urodziłam cię 11. sierpnia 2009. Po zaaplikowaniu mi kroplówki, która miała na celu "zmuszenie" cię do ruszenia wreszcie pupska z wielkiego mego brzucha , po ok. 7,5 godzinach bólu przerywanego niespodziewanymi odjazdami (w nieznane... tak, tak działa zastrzyk przeciwbólowy heh) wypchnęłam ciebie mój synku na ten świat. Wypchnęłam, bo inaczej nie wiem ile jeszcze byś tam sobie siedział. To już było 8 dni po terminie!
Tylko kobieta, która urodziła swoje długo oczekiwane dziecko zrozumie jak wielkie jest to szczęście, które wypełnia nią samą gdy widzi po raz pierwszy istotkę, która rosła, wierciła się pod jej sercem. To uczucie próbowałam sobie wyobrazić wcześniej, ale nie można go równać z tym prawdziwym! Popłakałam się wtedy, chciałam cię przytulić takiego obślizgłego, płaczącego, a oni mi ciebie zabrali! I przynieśli dopiero po 2,5 godz. Och, jaka byłam wtedy zniecierpliwiona!Będę zawsze fajnie wspominać nasz poród.
na zdj. błogość po jedzeniu

na zdj. Masz dwa miesiące
Eryczku, skończyłeś 4 miesiące. Zmieniłeś się baaardzo.
Czasami patrząc na ciebie mam wrażenie, że jesteś starszy, bo tyle rzeczy już rozumiesz, chcesz sobie nawet mamę "ustawić" hehehe Kiedy podajemy ci ręce, sam się podnosisz do siadu. Wszystko, co chwycisz, wsadzasz do ust, zapewne za miesiąc zaczną wychodzić ząbki. Uwielbiasz łaskotanie po brzuchu, głośno wtedy chichoczesz. Kilka dni temu odkryłeś, że można piszczeć i robisz to teraz bardzo często z zaciekawieniem.Dziadkowie są tobą zafascynowani!
:*








